Kapeluszy nie ma w dokumencie, który rozstrzyga
Grey hat SEO to branżowa nazwa technik uznawanych za leżące między jasno dozwolonymi a wyraźnie zakazanymi. Nazwa jest wygodna i powszechna, ma jednak wadę: w dokumencie, który realnie rozstrzyga o konsekwencjach, nie występuje. Przeszukaliśmy 2 września 2026 roku cały tekst zasad dotyczących spamu: nie pada w nim ani „grey hat”, ani „black hat”, ani „white hat”. Ani razu.1
Zamiast trzech kapeluszy dokument zawiera szesnaście nazwanych praktyk spamowych, od maskowania treści po nadużycie reputacji witryny, oraz osobną grupę innych zachowań prowadzących do obniżenia pozycji lub usunięcia. Konsekwencja jest jedna: „Sites that violate our policies may rank lower in results or not appear in results at all”.1 Nie ma tam stopni pośrednich ani kategorii „prawie w porządku”.
Lista jest otwarta, więc nienazwane nie znaczy dozwolone
Pojęcie szarej strefy opiera się na milczącym założeniu, że istnieje zamknięty spis zakazów, a wszystko poza nim jest dopuszczone. To założenie dokument obala jednym zdaniem: „Our policies cover common spam practices, but Google may act against any type of spam practices we detect”.1
To zdanie dobrze jest przeczytać powoli, bo przewraca całą konstrukcję. Brak nazwy dla techniki nie jest luką w przepisach, z której można korzystać do czasu jej domknięcia. Jest po prostu brakiem nazwy. Ocena praktyki nie zależy od tego, czy ktoś zdążył wpisać ją na listę, tylko od tego, czym ta praktyka jest.
Stąd praktyczne przeformułowanie pytania. Zamiast „czy to jest jeszcze dozwolone”, sensowniej zapytać: gdyby ktoś opisał tę technikę zwykłym zdaniem w dokumentacji, jak by ona zabrzmiała. Jeśli opis brzmiałby jak definicja manipulacji, kolor kapelusza niczego nie zmieni.
Dwa przykłady, które przestały być szare
Najlepszym dowodem na ulotność tej kategorii są dwie praktyki latami podawane jako sztandarowy grey hat. Obie mają dziś w zasadach własną nazwę i status naruszenia.
Pierwsza to wykupywanie wygasłych domen z historią odnośników. Dokument nazywa ją nadużyciem wygasłej domeny i definiuje jako sytuację, w której „an expired domain name is purchased and repurposed primarily to manipulate search rankings by hosting content that provides little to no value to users”.1 Przykłady są dosadne: treści afiliacyjne na domenie po urzędzie, materiały kasynowe na domenie po szkole podstawowej.
Druga to publikowanie cudzych treści na mocnej domenie, opisane dziś jako nadużycie reputacji witryny. Tu liczy się precyzja rozróżnienia, bo bez niej łatwo o nadinterpretację: naruszeniem nie jest sama obecność treści zewnętrznego podmiotu, tylko publikowanie jej głównie po to, by skorzystać z wypracowanych sygnałów rankingowych gospodarza.1 Artykuł zaproszonego eksperta to co innego niż wynajęcie podstrony pod cudzy ranking.
Ta sama precyzja obowiązuje przy odnośnikach płatnych. Dokument stwierdza wprost, że handel linkami jest normalną częścią gospodarki sieci i nie stanowi naruszenia, o ile takie odnośniki mają atrybut nofollow albo sponsored.1 Granica jest więc ostra i sprawdzalna, a nie rozmyta. Biegnie jednak gdzie indziej, niż zwykle się zakłada.
Nasz audyt: cztery z osiemnastu nazw mają u nas własne hasło
Skoro to lista nazw rozstrzyga, sprawdziliśmy, ile z tych nazw w ogóle tłumaczymy. Zestawiliśmy osiemnaście pozycji z zasad (szesnaście praktyk spamowych oraz obchodzenie zasad i wyłudzenia z osobnej grupy) z 235 żywymi hasłami własnego słownika, 2 września 2026 roku.
Własne hasło ma cztery z nich: maskowanie treści, strony przejściowe, upychanie słów kluczowych i spam w komentarzach. Sześć kolejnych nie pojawia się w słowniku w żadnej postaci, ani jako hasło, ani jako wzmianka. Są to treści podstawione po włamaniu, ruch generowany maszynowo, złośliwe oprogramowanie, mylące funkcjonalności, uboga treść afiliacyjna oraz obchodzenie zasad. Pozostałe osiem funkcjonuje wyłącznie jako wzmianki wewnątrz innych haseł.
Wynik jest niewygodny, bo dotyczy słownika pojęć SEO: opisujemy pojęcia marketingowe znacznie gęściej niż nazwy praktyk, za które realnie się traci widoczność. Zaznaczmy przy tym, jak liczyliśmy, bo pierwsza wersja pomiaru dawała dwanaście trafień na osiemnaście. Wzorzec szukał wtedy także w treści haseł i doliczał przypadkowe zbieżności: słowo „oszustwo” w tekście o testach A/B nie znaczy, że opisujemy tam nadużycia i wyłudzenia. Dopiero ograniczenie do tytułów i adresów dało liczbę, którą da się obronić.
Co z tego wynika przy wyborze techniki
Pierwszy wniosek jest terminologiczny. Określenie „szare” opisuje stan naszej wiedzy o technice, a nie jej właściwość. Mówi tyle, że nie sprawdziliśmy albo nie wiemy. Lepiej to nazywać wprost, bo brzmi wtedy jak zadanie do wykonania, a nie jak ocena.
Drugi dotyczy czasu. Nazwanie praktyki przychodzi po jej rozpowszechnieniu, a obejmuje to, co już stoi na serwerze. Ryzyko nie polega więc na tym, że coś zostanie zakazane w przyszłości, tylko że nazwa dogoni wdrożenie sprzed lat.
Trzeci dotyczy pracy na zlecenie. Jeśli technika jest opłacalna wyłącznie dopóki nikt jej nie nazwie, to nie jest przewagą, tylko odroczonym kosztem. Dobrze jest powiedzieć to klientowi zawczasu, zamiast tłumaczyć się po fakcie. Do tego prowadzi zresztą prosta zasada, znana z opisów white hat SEO: robić rzeczy, które wytrzymają nazwanie.
Najczęstsze pytania
Czy Google używa pojęcia „grey hat”?
Nie. W zasadach dotyczących spamu nie występuje żaden z trzech kapeluszy. Dokument posługuje się wyłącznie nazwami konkretnych praktyk.1
Czy technika nieopisana w zasadach jest dozwolona?
Nie wynika to z dokumentu. Google zastrzega, że zasady obejmują praktyki częste, ale może zareagować na każdą wykrytą praktykę spamową.1
Czy kupowanie linków to grey hat?
Dokument traktuje handel odnośnikami jako normalną część gospodarki sieci i nie uznaje go za naruszenie, o ile linki są oznaczone atrybutem nofollow lub sponsored.1 Naruszeniem jest przekazywanie przez nie sygnałów rankingowych.
Czy publikowanie treści partnerów na własnej stronie jest naruszeniem?
Nie samo w sobie. Rozstrzyga cel: naruszeniem jest publikowanie ich głównie po to, żeby wykorzystać wypracowane sygnały rankingowe witryny.1
Źródła
1. Google Search Central, „Spam policies for Google web search” — szesnaście nazwanych praktyk spamowych i osobna grupa innych zachowań, zastrzeżenie o otwartym katalogu, definicje nadużycia wygasłej domeny i reputacji witryny oraz warunek dotyczący odnośników płatnych. Zobacz zasady dotyczące spamu →
Tadeusz Wolskizałożyciel ESSA SEO · 40+ zrealizowanych projektów · 5,0★ Google · 5,0★ Fiverr (30+ ocen)Zaktualizowano ⋅ 2 września 2026